23 grudnia w sali sesyjnej Urzędu Miejskiego przy ulicy Ratuszowej odbyła się wigilia dla osób samotnych, ubogich, chorych. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu dębiczan. Organizatorem wigilii był Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Jak co roku uczestniczyli w niej przedstawiciele władz miasta, kierownictwo Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, księża, radni. Kolędy śpiewała młodzież oraz zespół ludowy „Morsy” z niezastąpioną Sylwią Murdza-Chrobak na czele. Burmistrz Paweł Wolicki przyszedł na wigilię z żoną Małgorzatą oraz trójką dzieci.
 

Od 20 lat organizowana jest w Dębicy wigilia dla ludzi potrzebujących pomocy. Przez 5 lat jej głównym organizatorem był Polski Komitet Pomocy Społecznej. Współorganizowali wigilię: Polski Czerwony Krzyż oraz Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Od 15 lat MOPS przejął na siebie całkowity ciężar organizacji wigilii.

W wigilii uczestniczyło kilkudziesięciu dębiczan objętych pomocą MOPS: ludzi ubogich, samotnych, bezdomnych, chorych, starszych mieszkających na terenie Dębicy. Część z nich została przywieziona do urzędu, inni, którzy czuli się na siłach przyszli do magistratu sami. Dla tych, którzy nie mogli wziąć udziału w wigilii posiłek świąteczny został przywieziony do domu.

– Nie jesteście sami – zwrócił się do zebranych ksiądz prałat Józef Dobosz, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego. – Są tutaj ludzie, którzy wam pomagają. Są instytucje miejskie i jest kościół. Jesteście samotni, gdyż tak się potoczyły wasze losy, ale nie jesteście sami. Pamiętamy o was i będziemy pamiętać.

Renata Plizga, kierowniczka działu usług opiekuńczych MOPS brała udział we wszystkich wigiliach dla ubogich w Dębicy. – Przychodziłam na te wigilie w ciąży i wtedy, gdy była słota i niepogoda. Zawsze jednak pamiętałam o tym, że należy być z tymi ludźmi tego dnia.

– I ja bardzo cenię sobie to spotkanie z naszymi podopiecznymi – mówi Małgorzata Kędzior, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. – Możemy złożyć sobie życzenia i potem całkiem nie służbowo porozmawiać. Ci ludzie potrzebują pomocy, ale nie powinni się przez to czuć gorsi. Mieszkamy w tym samym mieście, na sąsiedniej ulicy, nieraz w tej samej klatce schodowej. Nie wolno nam o nich zapominać. Nie są oni sami – jak bardzo ładnie powiedział ksiądz proboszcz Józef Dobosz.